Losowy tekscik:



Nie zdążyła tego zrobić, bo znów skrzypnęły oliwione zbyt dawno temu zawiasy i Entorianka wśliznęła się do środka, przynosząc zapach morza i świeżość wczesnej młodości. Nie miała pojęcia, co zaszło pomiędzy tamtą dwójką, i pewnie wcale nie miała ochoty wiedzieć. Zatrzasnęła za sobą drzwi i powiedziała z niepokojem:
-Idę po nią. Nie powinnam była pozwolić jej wyjść.
Nie zdążyła tego zrobić, bo znów skrzypnęły oliwione zbyt dawno temu zawiasy i Entorianka wśliznęła się do środka, przynosząc zapach morza i świeżość wczesnej młodości. Nie miała pojęcia, co zaszło pomiędzy tamtą dwójką, i pewnie wcale nie miała ochoty wiedzieć. Zatrzasnęła za sobą drzwi i powiedziała smutnym głosem:
-Czekałam na wizję tak długo, ale otaczała mnie tylko ciemność. W moim świecie już nie ma kolorów, Lorano. Jedynie w Quatessinie mogę być szczęśliwa.
-Niedługo znów tam będziesz, syrenko.
Podeszła do Derry i poprawiła jej opaskę, głaszcząc przy okazji po wilgotnych od rozbryzgującej się wokół łodzi wodnej mgiełki włosach. Spojrzała przy tym na mężczyznę z nieukrywaną satysfakcją.
Podczas tej monotonnej, pełnej nerwowego oczekiwania na to, co przyniosą kolejne godziny, podróży Aldorent co chwilę spoglądał ukradkiem na dziewczęta.Do tej pory nie znał prywatnie takich ludzi. W jego świecie przewijali się tylko albo samotni, żyjący jak mnisi mężczyźni, albo pełne i szczęśliwe wspólne życie. Jakkolwiek ono się potoczy, jednego Lorana była teraz pewna: ten związek będzie trwał do śmierci jednej z nich. Jak w gardyjskim ammani.
* * *
Wnętrze łodzi składało się tylko z jednego oszczędnie wyposażonego pomieszczenia. Jej konstruktorzy nie przewidzieli takich luksusów jak kabiny sypialne, prysznic bądź dobrze zaopatrzona kuchnia. „Błyskawica” miała służyć jedynie do jak najszybszego przemieszczania się pomiędzy odległymi punktami w przestrzeni, a takie sprawy jak wygoda użytkownika wehikułu bądź jego gości schodziły na bardzo daleki plan.
Naturalnie miał rozkładany, metalowy stół, na którym mógł spoży szybki posiłek składający się głównie z wysokokalorycznych, sprasowanych racji żywnościowych. Dysponował paroma niewygodnymi krzesłami, które zaprojektowano nie z myślą o wypoczynku, lecz o pracy wymagającej skupienia. Zaopatrzono go wreszcie, podobnie jak pozostałych użytkowników superszybkich łodzi, w wąską, obitą prawdziwą skórą kanapę stojącą skromnie w najodleglejszym kącie sali i nie zwracali na oryginalną grupę najmniejszej uwagi. Nigdzie nie kręcił się ani jeden, nawet najmłodszy funkcjonariusz ZSS.
Nawet Gryf dostał na ich prośbę swoją porcję, którą spałaszował ze smakiem z wyszczerbionej metalowej miski, popijając nalaną do drugiego naczynia zimną wodą i głośno przy tym chłepcąc. Obsługa krzywiła się trochę na widok psa, lecz nawet właściciel restauracji wyraźnie zmiękł, zorientowawszy sę, że zwierzę należy do niewidomej osoby. W Quatessinie, gdzie nawet w okresie zimowego przesilenia nie było ciągnących się bez końca ciemnych wieczorów, elektryczne oświetlenie nie odgrywało dużej roli. Jej rodzina na farmie, gdzie się wychowała, wciąż korzystała z woskowych świec, a elektryfikacja domostwa była pomysłem, który z roku na rok odkładano bez żalu do lamusa.
-Zmniejsz – rzucił Aldorent. Nieznośna jasność natychmiast trochę przygasła. Pies przestał skowytać. Derra głaskała go uspokajająco po łbie, „wpatrując” się w nieokreślony punkt w ciasnej przestrzeni kabiny. Quatessinka przysiadła ciężko na jednym z krzeseł, rozsuwając kolana trochę bardziej opnowanym głosem. – Nawet jeśli masz rację, a masz ją jak jasny gwint, to nie chcę tego słuchać. Dziś naprawiam tamten błąd.
-Dziś jest za późno – skrzyżowała ręce na podołku, mając ochotę jeszcze trochę czasu. To dla niej wielkie przeżycie.