Losowy tekscik:
-Słucham? Nie wiem, Derro. Ten bydlak stoi od nas na szczęście daleko, a ja nie mam w oczach taśmy mierniczej.
-Jakiego jest wzrostu?
-Słucham? Nie wiem, Derro. Ten bydlak stoi od nas na szczęście daleko, a ja nie mam w oczach taśmy mierniczej.
-Jakiego jest wzrostu, Lorano? – powtórzyła młodsza dziewczyna, odwracając „wzrok” i wyginając usta w grymasie bólu. – Mówiłam, żebyśmy zostały w domu. Jackson nigdy by mnie nie znalazł. Nie wiedział, gdzie mieszkamy. Nie powi...
-Wszystko będzie dobrze – przerwała Lorana, całując ją szbko w czoło, jakby w obawie, że zostanie przyłapana na tej czułości. – Aldorent wraca z jakimś mężczyzną. No, nie drżyj tak, syrenko. Jestem z tobą.
Derra trzymała mocno jej ciepłą dłoń i nie puściła nawet wtedy, gdy Aldorent ponownie wsiadł do samochodu, zatrzaskując za sobą drzwiiel.
Mocniej ściągnęła smycz, udowadniając, że pomimo kalectwa całkowicie panuje nad dużym psem. Drugą ręką ujęła wychłodzoną dłoń Lorany, po części po to, by podzielić się z partnerką własnym ciepłem, a po części, by zaznaczyć, że również tutaj, tak już blisko kolebki dzieciństwa, ich związek wciąż pozostaje dla młodszej dziewczyny na pierwszym miejscu. Że także w zimnym icichym wieczorną porą Selimpe nie wstydzi się kochać kobiety.
Zjedli spóźniony obiad w eleganckiej restauracji o nazwie „Pod kasztanem”, mieszczącej się na rynku, na parterze jednej z najpiękniejszych i najbardziej charakterystycznych dla tego miasta kamienic, gładko otynkowanej i pomalowanej na blady w przyćmionym świetle latarni róż. Niemal przed samym wejściem rósł na wąskim trawniku, zgodnie z nazwą, rozłożysty kasztanowiec. W środku posilała się tylko jakaś samotna młoda kobieta i para zakochanych, chłopak i dziewczyna, którzy cieszyli się swoim odosobnieniem w najodleglejszym kącie sali i nie zwracali na oryginalną grupę najmniejszej uwagi. Nigdzie nie kręcił się ani jeden, nawet najmłodszy funkcjonariusz ZSS.