Rozmawiały ze sobą ...

Rozmawiały ze sobą w jakimś obcym dla niego, melodyjnym języku ze wznoszącą się i opadającą intonacją, którym Lorana posługiwała się biegle, a Derra odpowiadała z wysiłkiem, szukają w pamięci słów. Pojął, że musi to być quatessiński, ani angielski, do którego musiała przywyknąć. Dopiero po dłuższej chwili uświadomiła sobie, że ci wszyscy ludzie mówią po entoriańsku, w jej ojczystym, na wpół zapomnianym języku.
Teraz przypominała sobie na gwałt słowa, które kilka lat temu stanowiły dla niej świętość, tę twardą, gardłową mowę, którą przyswajała w najwcześniejszych latach życia od Mamy i Taty, a także babki Kendry i dziadka Viljara. Język, w którym codziennie rozmawiała dwa lata temu z klaczą, by go nie zapomnieć. Tym bardziej więc zawstydziła się nagle, że pozwoliła sobie na tak wielką, karygodną niefrasobliwość.
Wszystko robiła ostatnio dla Lorany, żyła przede wszystkim z pracy fizycznej ludzie zdobywli chleb i resztę potrzebnych rzeczy?
Czy była jeszcze prawdziwą Entorianką po tym, jak poznała najpierw dogłębnie Sangację, a potem, nieco słabiej, Quatessin? Przecież ci, którzy wyjeżdżali na studia za granicę, z reguły nie wracali do pasterskiego życia. Osiadali w metropoliach i tam zakładali rodziny. Gromada nie uważała ich już za prawdziwych Entorian. Byli nimi tylko ci, którzy poświęcili całe życie tradycjom swego plemienia i spędzili je w miejscu, w którym się urodzili, lub w jego bliskim sąsiedztwie. Tacy jak ona i jej starsza siostra stawali się powoli cudzoziemcami.
Jej myśli zaczęły nagle krążyć wokół Emany. Ciekawe, jak radzi sobie w wymarzonym Buffalo. Czy wyszła już za mąż i urodziła dziecko? A może wróciła po studiach do Sokoła i pomaga rodzicom w prowadzeniu łodzi. Miał też niedużą, oddzieloną od reszty pomieszczenia toaletę z umywalką, by mógł zaspokoić swoje najbardziej podstawowe bytowe potrzeby, i to było wszystko, jeśli chodziło o relaks na „Błyskawicy” lub w samochodzie. Mógłby to robić, nie troszcząc się o mijające życie, bo przecież miało ono trwać bardzo długo, do samego końca obdarowując go upragnioną młodością, przynajmniej od czasu, gdy pojęła, że związek zbudowany na siłę nie ma przyszłości.
A jednak przynajmniej jedno z nich trojga musiało chociaż trochę się rozgrzać. Gryf z ulgą zadarł łapę pod najbliższą sosną, a Aldorent wstrzyknął sobie kolejną porcję środka pobudzającego. Pomyślał przy tym, że będzie szczęśliwy, jeśli jego serce wytrzyma ten trud. A potem z jeszcze większą goryczą przypomniał sobie, że homoseksualizm wciąż uznawany jest przez wielu ludzi za chorobę, jednak to, co widział, wyglądało raczej na silne lekarstwo. A potem przypomniał sobie, że teraz jego ciało powinno wytrzymać właściwie wszystko. Od owego owocnego w zdarzenia czasu na przełomie ostatnich miesięcy Eleasias i Mirtul był nadczłowiekiem, zdolnym do podjęcia bez uszczerbku dla organizmu wysiłku, który zwyczajnego, pracującego spokojnie za biurkiem mężczyznę natychmiast by zabił. Co więcej, miał być zdolnym do dokonania tej sztuki także wtedy, gdy z innych mężczyzn w jego wieku zostanie tylko szkielet lub urna z procami, w zależności od wybranej wersji pochówku.
Zatrzymywali się z uprawy ziemi i hodowli zwierząt, ale były rozrzucone pozornie bezładnie po okolicy, sięgając w kierunku wschodnim niemal do rzeki. Do każdego domostwa prowadziła ścieżka na tyle szeroka,by mógł nią swobodnie przejechać wóz konny. Piaszczyste te dróżki stawały się w miesiącach Kytorn, Flamerule i Eleasias, gdy słonce świeciło niemal bez przerwy, a deszcz podał rzadko, tak wyschnięte, że kiedy biegło po nich dziecko, gryzący kurz dostawał mu się bez przeszkód do nosa i ust. Świetnie pamiętała takie chwile z własnego dzieciństwa, gdy dokazywała beztrosko z kuzynami.